piątek, 13 stycznia 2017

Co można poprawić... przebieg tras

Po "przejrzeniu" schematu (Link do schematu MZK Leszno) wiem, że nic nie wiem.
O ile końcówki linii są jakoś zaznaczone to sam przebieg trasy jest po prostu nie do odgadnięcia. Schemat powinien wydaje mi się upraszczać rzeczy skomplikowane, a okazuje się że jest dosyć mocno nie czytelny na pierwszy rzut oka. Nie mówię tu o funkcjonalności. Schemat sam w sobie jest funkcjonalny jak to tylko możliwe. Problem polega na przebiegu lini. Przy obecnym układzie linia jedzie po "niby" prostych trasach. Kwestia wyboru to co jest ważniejsze? Linie które jeżdżą "wszędzie" po długich i zawiłych trasach? Czy może lepiej jest mieć linie jeżdżące szybciej i częściej po prostszych trasach?

środa, 14 grudnia 2016

Strata czasu - za rzadkie kursy

Generalnie duży minus komunikacji miejskiej w Lesznie to rzadkie kursy.
Średnio autobus jeździ co godzinę. Rozumiem argumenty typu a bo tak jest ekonomicznie, oszczędza się koszta itp. Ale jaka w tym ekonomia jeśli z takich autobusów są wstanie korzystać jedynie ludzie ze zniżkami i dużą ilością czasu (emeryci i "młodzież" szkolna lub inna). Nie ma szans żeby skorzystać z autobusu, bo: jeśli się spóźnię to tracę czas na dojście i na czekanie na NASTĘPNY autobus. Jeśli się nie spóźnię to muszę poczekać na to, żeby autobus przyjechał.
Czas to pieniądz.

Jeśli porównamy częstość kursowania autobusów do tętna ludzkiego organizmu, to okaże się, tętno miasta Leszna jest baaaardzo powolne. Jak to miasto żyje? We Wrocławiu tramwaje i autobusy jeżdżą średnio co 10 min. Idealny czas jazdy pomiędzy tramwajami to 7,5 minuty.

Rozumiem, że z komunikacji korzysta duża ilość osób (w końcu w budżecie miasta wypracowany został zysk wysokości płac około 4,0 mln zł.). Ale jeśli głównym klientem są ludzie korzystający ze zniżek to znaczy, że zysk można zwiększyć przy ostrożnym szacunku od 1,0 mln zł do 3,0 mln zł, wystarczy zdobyć stałych klientów w postaci użytkowników bez zniżek.

Bilet sieciowy w granicach miasta Leszna kosztuje 92 zł.
Jeden milion złotych w skali roku to (za bilet w granicach miasta Leszna) 906 mieszkańców. Leszno na rok ma 2010 ma 64 000 mieszkańców. Z czego w wieku produkcyjnym to jest 42 000 mieszkańców (dane z wiki i GUS). 906 mieszkańców to jest ... 2 % populacji.

piątek, 25 listopada 2016

Strata pieniędzy - dojazd do pracy

Z tym dojazdem do pracy to jest różnie, jak nie czas to kasa.
O czasowych ramach dojazdu do pracy się już rozpisałem to teraz rozpiszę się o finansach dojazdu do pracy.
We Wrocławiu tramwajami jeździłem z biletem ulgowym kupowanym w automatach, i pomimo "nie zarabiania" pieniędzy było mnie na to stać. Bilet (ulgowy) kosztował na początku 1 zł, a później doszło do 1,60 zł na koniec studiów.
Leszno (a może i życie) pod tym względem nie mile mnie zaskoczyło. Po skończonych studiach szlag trafił wszystkie zniżki i nagle jazda komunikacją miejską przestała się opłacać. Zresztą nie tylko w Lesznie, ale w PKP również.

Zacznę jak wcześniej od linii nr. 12. Podróż prawie pełną linią w jedną stronę kosztowała mnie chyba 5 czy 6 zł (teraz kosztuje 7 zł). Niby nie dużo. W skali miesiąca daje to mniej niż 200 zł na osobę (miesięczny). Ale do pracy jeździłem z dziewczyną, a teraz żoną. Koszt nagle podskoczył razy 2!.

Niestety dla komunikacji miejskiej myśląc ekonomicznie dokonałem zakupu auta na gaz. Razem z kosztami naprawami ubezpieczeniami koszt jazdy wychodził o 100 zł mniej niż bilet miesięczny dla 2 osób. W skali miesiąca a w skali roku to ponad 1000 zł.

Teraz przynajmniej jest krok w dobrym kierunku, że bilet miesięczny jest sieciowy na wszystkie linie w Lesznie. Na początku to tylko mogłem kupić na wybraną linię i ... tyle! Niestety to nie jest główny i koronny argument za tym, żeby nie korzystać z miejskiej komunikacji w Lesznie.

Po przeprowadzce do miasta okazało się, że auto finansowo nie zrównało się z korzystaniem z komunikacji miejskiej. Zachodzi taka śmieszna sytuacja. Niby mogę kupić bilet miesięczny do jazdy po mieście i wychodzi to taniej niż sam samochód (nawet na 2 osoby). Jednak tak jest tylko wtedy kiedy poruszam się po mieście jako takim i nie mam dzieci. Im więcej mam członków rodziny w aucie tym bardziej komunikacja miejska przegrywa. Jeśli chcę mieć linie podmiejskie w zasięgu ręki to albo płacę poniżej 400 zł za dwie osoby lub poniżej 200 zł za 2 osoby plus okazjonalne bilety wysokości 14 zł od osoby (w obie strony) u kierowcy. Niby ok, ale co jakiś czas jadę do Poznania i Wrocławia (średnio 2 razy w miesiącu). W tym momencie komunikacja publiczna przegrywa, bo i tak potrzebuję samochodu! Bardziej opłaca mi się CAŁY czas jeździć autem! Przy zakupie biletu na pociąg w jedną i w drugą stronę, oraz biletów komunikacji miejskiej w mieście do którego jadę, oraz zakupu biletów miesięcznych w mieście w którym mieszkam wychodzi około 360 zł. Koszt jazdy autem w takim wypadku to około 300 zł. Daje to 60 zł które mogę wydać inaczej niż na poruszanie się. Niby nie dużo. Więc doliczę coś co pogrąży komunikację miejską.
Doliczę do tego taką dziwną rzecz jak strata czasu mojego i mojej drugiej połowy.

Każde z nas pracuje i w pracy mamy płacone za etat. Jeśli czas zaczynami przeliczać na złotówki to niestety nie zaczyna się robić ciekawie i okazuje się że jedną pensję w roku (której nikt nam nie wypłaca), mamy plecy. A jedna miesięczna pensja to przecież wypoczynek w hotelu ileś gwiazdkowym na miesiąc (w domu, na działce, przy książce, przy muzyce, przy filmie).


piątek, 18 listopada 2016

Strata czasu - dojazd do pracy

Po studiach i 5 latach jeżdżenia tramwajami i autobusami we Wrocławiu osiadłem w nowym dla siebie mieście o nazwie Leszno. Po znalezieniu pracy i wyborze mieszkania (u teściów). Sprawdziłem jak szybko mogę dojechać do pracy komunikacją miejską. Okazało się, że zajmie mi to godzinę w jedną stronę, wraz z dobiegnięciem na przystanek i dobiegnięciem do pracy (linia 12 i musiałem dojechać na Gronowo). Ok

Pomyślałem... dobra, ale nie mam czasu. Pożyczę auto od teścia. Okazało się, że samochodem ten dystans pokonam w 20-25min w jedną stronę. Po przeliczeniu na tydzień dawało mi to min. 5 godzin w tygodniu "mojego" czasu, które mogę przeznaczyć na wszystko inne tylko nie siedzenie w komunikacji.

Po jakimś czasie przeprowadziłem się i zamieszkałem już bliżej miejsca pracy. Ale wciąż komunikacja publiczna mi nie odpowiadała czasowo.

Czas jazdy autobusem w jedną stronę skrócił się do 30 min. z dobiegiem na autobus i do pracy. Co się okazało.. dalej jeżdżąc autem mam zysk 2,5 godziny w tygodniu. Przez to, że czas leci to w miesiącu to jest około 10 godzin. Jeden dzień roboczy w pracy.

Po jakimś czasie musiałem się znowu przeprowadzić, jeszcze bliżej mojej pracy, i co? Wciąż nie korzystam z komunikacji miejskiej!!! Na papierze czas niby się zgadza. 15 minut autkiem, wg. rozkładu 19 min. autobusem i 8 minut na dobieg do pracy i na przystanek. Daje to około godzinę w tygodniu. Niby ok. Ale wciąż nie korzystam! A dlaczego to w następnym poście.