Z tym dojazdem do pracy to jest różnie, jak nie czas to kasa.
O czasowych ramach dojazdu do pracy się już rozpisałem to teraz rozpiszę się o finansach dojazdu do pracy.
We Wrocławiu tramwajami jeździłem z biletem ulgowym kupowanym w automatach, i pomimo "nie zarabiania" pieniędzy było mnie na to stać. Bilet (ulgowy) kosztował na początku 1 zł, a później doszło do 1,60 zł na koniec studiów.
Leszno (a może i życie) pod tym względem nie mile mnie zaskoczyło. Po skończonych studiach szlag trafił wszystkie zniżki i nagle jazda komunikacją miejską przestała się opłacać. Zresztą nie tylko w Lesznie, ale w PKP również.
Zacznę jak wcześniej od linii nr. 12. Podróż prawie pełną linią w jedną stronę kosztowała mnie chyba 5 czy 6 zł (teraz kosztuje 7 zł). Niby nie dużo. W skali miesiąca daje to mniej niż 200 zł na osobę (miesięczny). Ale do pracy jeździłem z dziewczyną, a teraz żoną. Koszt nagle podskoczył razy 2!.
Niestety dla komunikacji miejskiej myśląc ekonomicznie dokonałem zakupu auta na gaz. Razem z kosztami naprawami ubezpieczeniami koszt jazdy wychodził o 100 zł mniej niż bilet miesięczny dla 2 osób. W skali miesiąca a w skali roku to ponad 1000 zł.
Teraz przynajmniej jest krok w dobrym kierunku, że bilet miesięczny jest sieciowy na wszystkie linie w Lesznie. Na początku to tylko mogłem kupić na wybraną linię i ... tyle! Niestety to nie jest główny i koronny argument za tym, żeby nie korzystać z miejskiej komunikacji w Lesznie.
Po przeprowadzce do miasta okazało się, że auto finansowo nie zrównało się z korzystaniem z komunikacji miejskiej. Zachodzi taka śmieszna sytuacja. Niby mogę kupić bilet miesięczny do jazdy po mieście i wychodzi to taniej niż sam samochód (nawet na 2 osoby). Jednak tak jest tylko wtedy kiedy poruszam się po mieście jako takim i nie mam dzieci. Im więcej mam członków rodziny w aucie tym bardziej komunikacja miejska przegrywa. Jeśli chcę mieć linie podmiejskie w zasięgu ręki to albo płacę poniżej 400 zł za dwie osoby lub poniżej 200 zł za 2 osoby plus okazjonalne bilety wysokości 14 zł od osoby (w obie strony) u kierowcy. Niby ok, ale co jakiś czas jadę do Poznania i Wrocławia (średnio 2 razy w miesiącu). W tym momencie komunikacja publiczna przegrywa, bo i tak potrzebuję samochodu! Bardziej opłaca mi się CAŁY czas jeździć autem! Przy zakupie biletu na pociąg w jedną i w drugą stronę, oraz biletów komunikacji miejskiej w mieście do którego jadę, oraz zakupu biletów miesięcznych w mieście w którym mieszkam wychodzi około 360 zł. Koszt jazdy autem w takim wypadku to około 300 zł. Daje to 60 zł które mogę wydać inaczej niż na poruszanie się. Niby nie dużo. Więc doliczę coś co pogrąży komunikację miejską.
Doliczę do tego taką dziwną rzecz jak strata czasu mojego i mojej drugiej połowy.
Każde z nas pracuje i w pracy mamy płacone za etat. Jeśli czas zaczynami przeliczać na złotówki to niestety nie zaczyna się robić ciekawie i okazuje się że jedną pensję w roku (której nikt nam nie wypłaca), mamy plecy. A jedna miesięczna pensja to przecież wypoczynek w hotelu ileś gwiazdkowym na miesiąc (w domu, na działce, przy książce, przy muzyce, przy filmie).
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz